Cywilizacja pruje kursem na zderzenie z przyrodą – recenzja filmu „Zdarzenie”

„Jeśli pszczoły znikną z powierzchni ziemi,
to ludziom zostaną 4 lata życia” – Albert Einstein

Atmosfera chaosu, moralnego niepokoju, ciągłego zagrożenia, poczucia zagubienia w świecie, niepewności jutra i wszechobecnego pesymizmu tak charakterystyczna dla „Wojny światów” Stevena Spielberga (adaptacja powieści Herberta George’a Wellsa), tym razem została wykorzystana przez Michaela Nighta Shyamalana w jego thrillerze science-fiction Zdarzenie (The Happening, 2008).
W przeciwieństwie do powieści „Wojna światów” zagrożenie dla ludzkości nie stanowią „superinteligentni” kosmici, pragnący poprzez inwazję na Stany Zjednoczone stopniowo przejąć kontrolę nad rodzajem ludzkim, lecz wydzielające toksyny rośliny. W filmie hinduskiego reżysera Michaela Shyamalana to właśnie rośliny stanowią największe zagrożenie dla człowieka. Akcja filmu rozgrywa się na wschodnim wybrzeżu USA, gdzie nagle dochodzi do fali samobójstw i niecodziennych zdarzeń.  Toksyny rozprzestrzeniają się w błyskawicznym tempie. Symptomem negatywnego oddziaływania toksyn na człowieka stają się takie reakcje, jak: niekontrolowane ruchy, zaburzenia równowagi, zanik koncentracji, dezorientacja w terenie, które w konsekwencji pociągają za sobą liczne samobójstwa. Reżyser pokazuje, jak ludzie walczą z niewidzialnym wrogiem, stanowiącą zagrożenie dla życia tajemniczą przyrodą, a mianowicie śmiercionośnymi toksynami. Punktem kulminacyjnym jest wybuch paniki wśród mieszkańców wschodniego wybrzeża; ludzie padają jak muchy, mnożą się absurdalne samobójstwa, nikt nie jest w stanie racjonalnie wyjaśnić, co się dzieje ani wskazać źródła zagrożenia. Walki z niewidzialnym przeciwnikiem podejmuje się główny bohater, nauczyciel fizyki Elliot Moore (Mark Wahlberg), przeżywający właśnie rozterki małżeńskie. Fizyk szybko odkrywa przerażającą prawdę… ludzi zabijają śmiercionośne toksyny wydzielane przez rośliny i rozsiewane przez wiatr. W okamgnieniu harmonia między człowiekiem a przyrodą zostaje zaburzona, wybucha popłoch, ludzie uciekają gdzie popadnie, byle jak najdalej od drzew. Z różnych stron padają odpowiedzi, że to atak kosmitów bądź terrorystów, którzy weszli w posiadanie broni biologicznej. Reżyser udowadnia, że problem zetknięcia dwóch światów – cywilizacji i przyrody  jest jednak głębszy i ma wymiar uniwersalny.

Reżyser stawia zasadnicze pytanie: jaki wpływ na środowisko wywiera człowiek?
To przecież człowiek zanieczyszcza środowisko, dym z kopalń, gazy cieplarniane, spalinowe, smog unoszący się w powietrzu, kłęby czarnych chmur. To wszystko są szkodliwe czynniki, które zatruwają środowisko, zanieczyszczają powietrze, a tym samym zagrażają samemu człowiekowi. To właśnie jednostka zaburzyła harmonię w przyrodzie. Rozprzestrzenianie się toksyn w błyskawicznym tempie można rozumieć dwojako. Po pierwsze, to gniew natury spowodowany niszczycielskim wpływem człowieka na środowisko. Po drugie, to zapowiedź widma terroryzmu, przyjmującego różne oblicza,  jakie spowiło świat. Jaką rolę w tej walce odgrywa człowiek? Jaka jest jego „tarcza przeciw włóczni zła” – toksynom? Odpowiedź brzmi: solidarność i zjednoczenie sił w obliczu wspólnego zagrożenia. W dzisiejszych czasach targanych konfliktami na tle etnicznym, religijnym i politycznym najbardziej odczuwalny jest brak zgody i solidarności między politykami i rządzącymi w obliczu wspólnego zagrożenia. Coraz bardziej widoczne staje się dbanie o własne interesy,  lobbowanie, by uzyskać jak najwięcej własnych korzyści. Świat stał się obserwatorem polityki „naprężania mięśni” stosowanej przez Amerykanów i Rosjan.  Kością niezgody jest konflikt w Syrii i przedłużająca się wojna domowa. Widoczny jest brak kompromisu i wypracowania wspólnego mianownika między państwami, aby własnymi siłami rozwiązywać konflikty etniczne, polityczne czy religijne. Dotychczas to Ameryka była zawsze supermocarstwem, które niczym strażak gasiło wszelkie pożary, wybuchające w różnych częściach świata. Tym razem to Rosja gra na nosie Białemu Domowi, którego interesy są odmienne od lobbowanych przez władze Kremla.  Niedawno terroryści uzyskali dostęp do broni chemicznej w Syrii, którą wykorzystali do własnych celów, żeby siać panikę, spowodować zamęt i zaakcentować swoją siłę. Reakcja Donalda Trumpa była natychmiastowa. Prezydent wydał rozkaz zniszczenia magazynów ze składem broni chemicznej w Syrii.

Nastrój filmu jest ponury, wręcz dekadencki (mroczny), a świetnie dobrana ścieżka dźwiękowa tylko go potęguje. Reżyser stopniuje napięciem niczym mistrz suspensu Hitchcock, tak aby wzbudzić dreszczyk emocji. Elliot Moore postawiony w obliczu śmiertelnego zagrożenia życia swoich bliskich (żona Alma, przyjaciel Julian i jego córka Jess) próbuje zebrać myśli i zapanować nad zaistniałą sytuacją. Wśród panikujących ludzi, którzy odchodzą od zmysłów, nie traci zdrowego rozsądku, zachowuje spokój i opanowanie.

Na początku filmu jest scena, która rzuca światło na problem poruszony przez reżysera. W czasie lekcji fizyki nauczyciel zapisuje na tablicy złotą myśl Alberta Einsteina: „Jeśli pszczoły znikną z powierzchni ziemi, to ludziom zostaną 4 lata życia”. Reżyser uczynił maksymę Einsteina mottem filmu. Stawia fundamentalne pytania: o stosunek człowieka do przyrody, o przyszłość ludzkości, która „pruje kursem na zderzenie” z matką – naturą. Wybitny pisarz izraelski białoruskiego pochodzenia Amos Oz w jednym z wywiadów powiedział, że: „Historia pruje kursem na zderzenie”. Słowa pisarza można interpretować jako zapowiedź rychłej apokalipsy, mrocznej wizji końca świata. Taki właśnie pesymistyczny wydźwięk odzwierciedla film Shyamalana. W tym przypadku słowo „zderzenie” jest kluczowe, ponieważ reżyser zastąpił je określeniem „zdarzenie” (happening). Oto bowiem historia rozgrywająca się na oczach nauczyciela fizyki pruje szybkim kursem na „zderzenie” z potężną przyrodą, która niczym wezbrana woda na rzece wypłynęła z koryta i zaczęła stanowić zagrożenie dla ludzkości.  Zderzenie cywilizacji z siłami natury staje się zdarzeniem przełomowym, bowiem otwiera oczy wielu powątpiewającym w moc oddziaływania przyrody na człowieka, w jej siłę rażenia. Ten właśnie kataklizm, zetknięcie dwóch światów, które się przenikają, można rozumieć jako konfrontację niewidzialnego wroga z nowoczesną cywilizacją technologiczną.

Przesłanie filmu: jeśli człowiek będzie stale „niszczył” przyrodę, zaśmiecał i zatruwał środowisko, wykorzystywał w  laboratoriach substancje chemiczne, eksperymentował z różnymi substancjami w celach naukowych, stosował różnego rodzaju gazy, materiały pirotechniczne to prędzej czy później matka-natura rozgniewa się i ukaże go za jego destrukcyjny wpływ na przyrodę. Jako przykład podam jedną z największych katastrof ekologicznych w Europie w XX wieku, a mianowicie wybuch pożaru w magazynach znanej firmy Sandoz w Bazylei (Schweizerhalle, 1 listopada 1986 r.). W magazynach znajdowało się około 680 ton pestycydów. „Zanieczyszczona pestycydami na bazie rtęci oraz cynku, a także fosforoorganicznymi insektycydami (dichlorvos, disulfoton, parathion i inne) woda użyta do gaszenia pożaru spłynęła systemem kanalizacyjnym do Renu. Masa tych substancji, które przedostały się do Renu, wynosiła od 5 do ok. 20 ton. Skutki tej awarii były nadzwyczaj poważne: życie biologiczne w Renie zostało zniszczone na około 400 km długości rzeki; ujęcia wody dla wodociągów w Niemczech i w Holandii zostały zamknięte; na francuskim brzegu rzeki została całkowicie zlikwidowana związana z Renem działalność gospodarcza oraz turystyka”(Źródło: http://archiwum.ciop.pl/18388.html).

Aktualnym problemem jest smog, który spędza sen z powiek wielu politykom i przedsiębiorcom. Zanieczyszczone powietrze, piece górnego spalania oraz tzw. „kopciuchy”, których używa znaczny odsetek społeczeństwa polskiego stają się realnym zagrożeniem. A co za tym idzie stanowią także przestrogę. Trzeba również ograniczać emisję gazów cieplarnianych do atmosfery. Warto też inwestować w ekologiczne środki transportu oraz w odnawialne źródła energii (tzw. urządzenia rozproszonej energetyki).

Reżyser umiejscowił akcję na wschodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych, co można rozumieć jako metaforę wszelkiego rodzaju zagrożenia, niebezpieczeństwa nadciągającego ze Wschodu, ze świata radykalizującego się Islamu czy państwa ISIS. W ubiegłym roku dżihadyści zdobyli lub wyprodukowali broń chemiczną, którą następnie użyli na polu walki. Dżihadyści zaatakowali siły kurdyjskie w Iraku przy użyciu gazu musztardowego.
Już w czasie I wojny światowej (1914-1918) Niemcy używali gazów bojowych zawierających związki chloru i bromu (stosowano też gaz łzawiący). W czasie bitwy pod Ypres  (12 lipca 1917 r.) Niemcy użyli gazu musztardowego (zwanego od tego czasu iperytem).
Z drugiej strony przesłanie filmu to metafora cywilizacji zagrożonej terroryzmem w jego zwyrodniałej formie. Co by było gdyby terroryści uzyskali dostęp do broni biologicznej, zatruwali wodę, środowisko…? Warto przytoczyć tu przysłowie Indian Cree: „Tylko wtedy, gdy ostatnie drzewo umrze i ostatnia rzeka zostanie zatruta i ostatnie ryby zostaną złowione zdamy sobie sprawę, że nie można jeść pieniędzy.”

Źródło fot. https://www.pexels.com/search/tree/

Written by marcobene

Jestem absolwentem Uniwersytetu Opolskiego kierunek filologia polska ze specjalnością europeistyka kulturoznawcza (2001-2006). Poza tym ukończyłem PWSZ w Raciborzu na kierunku historia ze specjalizacją edukacja regionalna (2006-2009).

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *